O autorze
Urodziłem się w 1947 w Olsztynie. Studiowałem na Politechnice Warszawskiej. Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 trafiłem do obozu internowania. Jestem laureatem Nagrody im. Barbary Sadowskiej za całokształt twórczości. Od 2007 roku prowadzę w różnych miejscach warsztaty „pisania twórczego” (m.in. w IBL PAN). Wraz z żoną Anną Janko przebywałem wielokrotnie na stypendiach twórczych za granicą. Na stałe mieszkamy w Warszawie. Wydałem ileś książek poetyckich i prozo-poetyckich. Pracowałem w różnych mediach i wydawnictwach. Dziś jestem emerytem, ale przecież nie złożyłem broni literackiej. Zamierzam pisywać w portalu NaTemat, ponieważ cenię sobie wysoki poziom, dynamizm, piękną szatę graficzną i logistykę portalu, a także szanuję osoby, które go prowadzą (czy współprowadzą).

Teologia bez teologii

Co jest po drugiej stronie świata?
Co jest po drugiej stronie świata? Internet
Znów zaglądam do „Słownika mitów świata” Artura Cotterella: cóż to za fantastyczny rejestr przywidzeń metafizycznych ludzkości!

...Oto papuaski bóg Ihava. Ihava nosi europejski płaszcz, koszulę, spodnie, kapelusz i buty. Stoi na czele panteonu Cargo; Cargo polega (przypomnijmy) na kulcie zachodnich towarów, maszyn i urządzeń, które w XX wieku zaskoczyły nagle i oszołomiły ludzi epoki kamiennej, zamieszkujących Oceanię. A teraz „matka garnków” Pamba. Pamba jest główną boginią afrykańskiego plemienia Ovambo. Jej upostaciowaniem może być właśnie garnek albo którakolwiek dziura w ziemi. Inna siła żeńska, wielka wężyca Tiamat: Tiamat była babilońską personifikacją pierwotnego Chaosu. Bóg słoneczny Marduk posiekał Tiamat na kawałki, z których zrobił świat. Bagatela... Z kolei germański Odyn. Słowo „Odyn” znaczy „Dziki” (lub „Szalony”). Owo główne bóstwo Skandynawów miało się powiesić na Yggdrasilu, „drzewie świata”, aby przejść „ostateczne wtajemniczenie”. Ciekawe, że również amerykańscy Majowie czczą bóstwo powieszone, matkę ofiarniczych samobójców o imieniu Ixtab. No i oczywiście chrześcijanie mają Mesjasza, którego „drzewem świata” stał się szubieniczny krzyż... Odkładam Artura Cotterella i jeszcze raz dochodzę do wniosku, że myślowo czy wyobrażeniowo nie zawstydza mnie jedynie teologia „negatywna”. Zamiast przypisywać boskości różne kształty i doskonałości na zasadzie rozumowania przez analogię do pozytywnych cech bytu stworzonego, metoda negatywna skupia się na tym, czym boskość nie jest, przez wykluczanie z racjonalnego pojęcia o niej wszelkich ziemskich figur i metafor. Najdalszą konsekwencją tego jest jednak „zanegowanie” samej boskości jako przedmiotu teologii, gdyż boskość to w końcu określenie również naiwne, „ziemskie” (etymologicznie związane z „bogactwem”) i prawdziwie metafizyczny umysł nie powinien się zatrudniać takimi zabawkami, nie powinien się w ogóle zajmować „boskością”, szukając Absolutu. Cóż mi pozostaje? Tylko jakieś nieokreślone intuicje, wglądy, tęsknoty, ezoteryzmy...
Trwa ładowanie komentarzy...